Blog

Rozmowa redakcji portalu Informatora dla Aktywnych (IDA) z byłym stypendystą “Programu stypendialnego dla osób polskiego pochodzenia studiujących za granicą”

Prezentujemy sylwetkę byłego stypendysty programu “Programu stypendialnego dla osób polskiego pochodzenia studiujących za granicą” i jednocześnie informujemy, że termin składania wniosków o stypendia w tegorocznej edycji programu stypendialnego został przedłużony do 20 października 2017 roku. Serdecznie zapraszamy do aplikowania (TUTAJ)

 

Z Eugeniuszem Sało rozmawia redakcja portalu Informatora dla Aktywnych (IDA)

 

K.Z.: Jak się do Ciebie odezwałam z prośbą o kilka informacji i garść refleksji na temat programu stypendialnego dla osób polskiego pochodzenia studiujących za granicą, napisałeś, że nareszcie wrócą stypendia i że jest to bardzo ważne, żeby młodzież polska zbierała się razem.

E. S.: Gdy zobaczyłem kilka dni temu na stronie polskiego konsulatu we Lwowie informację, że stypendia wróciły, to od razu udostępniłem tę informację innym znajomym. Już od kilku lat, przy każdej wizycie we Lwowie przedstawicieli Senatu RP, Kancelarii Prezydenta, Ministerstwa Spraw Zagranicznych, Ministerstwa Edukacji Narodowej, przedstawicieli różnych fundacji zajmujących się Polakami na Ukrainie, zwracałem uwagę na konieczność przywrócenia tego stypendium. Powtarzałem, że nie muszą być to do duże pieniądze, jednak sama inicjatywa będzie zrzeszać młodzież ze Lwowa i obwodu, a także młodych w innych miastach i obwodach Ukrainy.

W czasie spotkań starej ekipy stypendystów programu stypendialnego dla osób polskiego pochodzenia studiujących za granicą, często zastanawialiśmy się nad położeniem polskiej młodzieży na Ukrainie. Nie znam niestety zbyt wielu młodych Polaków ze Lwowa, którzy studiują na 1-4 roku studiów na Ukrainie. I to jest smutne.

Wiadomo, że większość młodzieży z polskich szkół numer 10 i 24 we Lwowie oraz nr 3 w Mościskach jedzie na studia do Polski. Zostaje grupa tych, którzy słabiej znają język polski, którzy mają aspiracje do tego, by kiedyś wyjechać do Polski. Ale na razie są tutaj. I to dla takich osób są te stypendia. Poprzez regularne spotkania, robienie wspólnych projektów, integrację i zabawy, powinniśmy sobie wychować pokolenie Polaków. Czasy, gdzie poprzez kościół i polską telewizję uczyło się języka polskiego i rozmawiało się w domu już odchodzą. Młodzi Polacy na Ukrainie, którzy mają bliższy kontakt i więź z Polską i przez to z europejskimi wartościami, powinni być przykładem dla młodzieży ukraińskiej, żeby wspólnie pracować nad projektami społecznymi i decydować o zmianach w swoich miastach, miasteczkach i wsiach.

Dla mnie takim pozytywnym przykładem jest działalność Centrum Kultury Polskiej i Dialogu Europejskiego w Iwano-Frankiwsku (d. Stanisławowie). Jest ono piękną wizytówką Polski i europejskich wartości w tym mieście. Trudno sobie wyobrazić Iwano-Frankiwsk bez Centrum, które nie tylko zrzesza tamtejszych Polaków, ale także współpracuje z władzami miasta, ukraińskimi placówkami oświaty i kultury oraz mediami. Dyrektorem Centrum jest Maria Osidacz, a jej zastępcą Andrzej Leusz – oboje byli stypendystami programu stypendialnego dla osób polskiego pochodzenia studiujących za granicą. To świadczy o tym, że pieniądze wydane na te stypendia nie były wyrzucone w błoto. I to oni są przykładem tego, co wnieśli do budowania polskości na Ukrainie dzięki stypendium, które w pewnym momencie otrzymywali. Inną sprawą jest to, że tam również jest rotacja młodzieży, bo dużo ich też jedzie na studia do Polski. Ale widzę i umiejętności jakie zdobyli w Centrum, a najważniejsza z nich to oczywiście duch polskości, zostanie w nich do końca życia i będzie efektywnie wykorzystany już w Polsce.

K.Z.: Zwróciłeś uwagę na zbieranie się młodzieży. Jak to wyglądało u Ciebie w czasie, gdy byłeś stypendystą Rządu Polskiego dla osób polskiego pochodzenia studiujących za granicą?

E. S.: Moja przygoda z programem Rządu Polskiego dla osób polskiego pochodzenia studiujących za granicą rozpoczęła się w 2007 roku. Prezesem klubu stypendystów była wtedy Ola Winiarska spod Mościsk, od której wiedziałem o stypendium. Lubiłem piłkę nożną, więc zapisałem się na treningi do odradzającej się wówczas Pogoni Lwów. Do dziś w pamięci mam jedno ze spotkań, gdy w dużej sali szkoły nr 10 we Lwowie zebrało się ok. 150 osób. To wtedy poznałem się z Polakami ze Lwowa, Sambora, Łanowic, Strzałkowic, Drohobycza, Stryja, Żółkwi i innych miast.

Następnie udzielałem się przy sprzątaniu cmentarzy, akcjach “Światełko Pamięci”, organizowaniu konferencji, spotkań. Zbieraliśmy paczki wielkanocne i bożonarodzeniowe dla starszych osób, bawiliśmy się na Andrzejkach. Mieliśmy wspólne wyjazdy do Polski na mecze Pogoni Lwów oraz na rożnego rodzaju warsztaty. I to był czas, który mnie ukształtował. Z jednej strony Uniwersytet, a z drugiej Klub Stypendystów.

W 2010 roku zostałem prezesem Klubu Stypendystów (wtedy Semper Polonia), a oprócz mnie do zarządu wchodzili wspomniana już Maria Osidacz (dyrektor CKPiDE), Natalia Juśkiw (dziś prowadzi warsztaty z pisania projektów), Ilona Petryk (wykłada na prywatnych uczelniach w Polsce i na Ukrainie), Andrzej Ratusz (pracuje jako informatyk). Będąc w Klubie Stypendystów zapoznałem się z Julią Łokietko, która pracowała wtedy w „Kurierze Galicyjskim”. W taki sposób zacząłem pisywać do Kuriera, a po ukończeniu studiów w 2012 roku zacząłem pracę w redakcji tej gazety.

Mieliśmy też swoich mentorów, którzy bardzo nas, stypendystów Rządu Polskiego wspierali. Prywatnie nazywaliśmy ich mamą i tatą, Barbarę Pacan z Konsulatu Generalnego we Lwowie oraz Jacka Żura, ówczesnego konsula RP we Lwowie, który dziś pełni funkcję zastępcy ambasadora RP w Kijowie. Bez ich wsparcia nie udałoby się nam tyle osiągnąć.

K.Z.: Nakreśl swoją drogę edukacyjno-zawodową. Gdzie uczyłeś się najpierw, następnie powiedz co skłoniło Cię do podjęcia określonych studiów, po program stypendialny Rządu Polskiego dla osób polskiego pochodzenia studiujących za granicą, kończąc na miejscu, w którym dziś pracujesz.

E. S.: Pochodzę z wioski Krysowice, leżącej 2 km od Mościsk i 15 do granicy polsko-ukraińskiej Medyka-Szegini. Najpierw chodziłem do szkoły podstawowej w Krysowicach, a następnie do ukraińskiej szkoły nr 2 w Mościskach. W tym czasie, polska szkoła nr 3 mieściła się w malutkim pomieszczeniu, a nowy budynek, który jest teraz, zaczynał się budować. Dlatego dwie ostatnie klasy 10-11, ukończyłem w szkole nr 2. Języka polskiego nauczyłem się w domu, bo rozmawiamy po polsku, a także w kościele i dzięki telewizji polskiej, którą można było bez problemu odbierać przez zwykłą antenę.

Często mnie pytają różne osoby o to, czemu nie pojechałem studiować do Polski. Jako dziecko byłem kilkanaście razy we Lwowie i po prostu chciałem być w tym mieście. Lwów zawsze mnie wabił i wabi do dnia dzisiejszego. Chciałem studiować dziennikarstwo na Uniwersytecie Narodowym im. Iwana Franki (b. Uniwersytet Jana Kazimierza). Ale tak się złożyło, że trafiłem na Wydział Kultury i Sztuki na tym samym uniwersytecie. Powiedziano mi, że po studiach mogę zostać dziennikarzem i pisać o kulturze i sztuce.

K.Z: Gdybyś miał powiedzieć, co Ci dał program stypendialny Rządu Polskiego dla osób polskiego pochodzenia studiujących za granicą, co by to było? Jak go oceniasz z perspektywy czasu?

E. S.: Jeżeli by nie było Klubu Stypendystów, to nie wiadomo jak potoczyłoby się moje życie. Z perspektywy czasu widzę, że te wszystkie spotkania, warsztaty, konferencje, które robiliśmy i na które nas zapraszano, ukształtowały mnie. Stałem się bardziej otwarty na ludzi, a w pracy zdyscyplinowany. Poznałem naprawdę dużo wspaniałych ludzi, z którymi mam kontakt do dziś. Jeżeli czegoś potrzebuję, a wiem że ta osoba się zna się na czymś, to zwracam się o pomoc. I odwrotnie, jeżeli ktoś czegoś potrzebuje, to staram się pomóc. I pomagamy sobie nawzajem.

K.Z: Czego byś życzył przyszłym stypendystom?

E. S.: Życzę im chęci do działania, ognia w oczach i zapału, nawet wtedy, gdy będzie trudno. Chciałbym, aby następne pokolenie stypendystów nie tylko było stypendystami, bo można otrzymać pieniądze. Ale żeby spotykali się ze sobą, pisali i realizowali różne projekty, bawili się wspólnie, bo to co łączy ludzi i te zdobyte kontakty mogą przydać im się w przyszłości.

K.Z: Dziękuję za rozmowę.

 

 

Related Posts